piątek, 21 października 2016

Mini autobiografia?


Urodziłam się w Białymstoku, jako trzecie dziecko moich rodziców. Okres wczesnego dzieciństwa, to taki czas w życiu człowieka, z którego jednak nie pamięta się zbyt wiele szczegółów. Można raczej bazować na zdjęciach, czy też opowieściach innych osób.
Zaraz po urodzeniu miałam już włosy. Co ciekawe - były one ciemne, ba, prawie czarne. Z czasem odcień ewoluował do brązu. Nie pamiętam dokładnie ile czasu musiało minąć, aby moje włosy zrobiły się rude. Po czym przeszły bardziej w odcień jasnego brązu. Ostatecznie jednak pozostało na ciemnym blondzie. Uważam to za ciekawe zjawisko, gdyż sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak było. 
Z oczami zresztą było podobnie. Po urodzeniu i przez długi czas mojego dzieciństwa miałam oczy niebieskie. Czego potwierdzeniem są fotografie, na których jestem, a także opowieści innych. Później, już za czasów gimnazjum mój kolor oczu krążył bliżej szarości i zieleni. Ostatecznie w dowodzie mam wpisany kolor oczu: zielone. Chociaż różnie ludzie twierdzą że to zależnie od dnia. Czasem są bardziej zielone, szare, bądź wpadają pod niebieski.

Byłam pogodnym, wesołym dzieckiem. Raczej grzecznym. Zazwyczaj się słuchałam, chociaż zawsze lubiłam wyrazić swoje zdanie i opinie na dany temat. Z wiekiem zaczęłam nabierać temperamentu i odwagi. Jako dziecko - raczej wstydliwa i nieśmiała. Aktualnie - pewna siebie kobieta, tancerka. Pod koniec szkoły podstawowej mieszkałam już tylko ze starszą siostrą, która wbrew swego wieku i obowiązków dalej była psychicznie dzieckiem. Nie miała ona zbyt dużego wpływu na moje dalsze wychowanie. Śmiało mogę rzec że w pewnym wieku zaczęłam się wychowywać sama. Patrząc na to z perspektywy czasu - uważam że poradziłam sobie z tym świetnie. Być może coś bym zmieniła z przeszłości, jak każdy człowiek. Jednak sądzę, że wszelkie wydarzenia, trudności, czy też ludzie, których spotkałam na swojej drodze - ukształtowali cząstkę mnie. Dlatego też nawet gdyby istniała taka możliwość zmiany pewnego wydarzenia z przeszłości to sądzę że w moim przypadku - nie warto.
Zawsze uwielbiałam muzykę, taniec. Już w podstawówce zaczęłam chodzić na taniec towarzyski. Z braku partnerów do tańca, zaprzestałam. Po kilkuletniej przerwie zaczęłam tańczyć dancehall. Była to pewnego rodzaju nowość w naszym mieście. Bardzo mi się podobał ten styl. Miał niesamowitą energię, wyrażał tak wiele radości, kobiecości. Lecz nie tylko. Taniec kształtował mój charakter, nie pozwalał się poddawać, pysznić.


 Po pewnym czasie i kolejnej przerwie w tańcu odkryłam więcej styli tanecznych, które mnie zachwyciły. Wszelkie moje oszczędności wydawałam na karnety otwarte w szkołach tańca i przebywałam w nich po kilka godzin dziennie. Ciągle było mi mało i chciałam jeszcze. Dowiedziałam się że w całej Polsce organizowane są warsztaty taneczne i jest ich mnóstwo. Zarówno z gwiazdami tańca z zagranicy, jak i  ze spokojnie dorównującymi im Polakami. Zaczęłam jeździć po całym kraju, poznając ludzi, style, osobowości. Ucząc się pokory. W 2014 roku zaczęłam się regularnie rozciągać. Wtedy jeszcze nie byłam na tyle świadoma tego, jak bardzo przyda mi się to w przyszłości. Widziałam to poprzez zawężone okienko. Chciałam zrobić szpagat i tyle. Rozciągnięcie jednak dało mi o wiele więcej. Przede wszystkim z zakresie ruchu. Nie chodzi tu już tylko o podniesienie wyżej np. nogi, lecz o zakres ruchu całego ciała: pleców, klatki piersiowej, rąk, nóg, itp itd. Co wpłynęło na o wiele lepszą jakość mojego ruchu.

 We wrześniu 2015 roku dostałam pierwszą propozycję pracy jako instruktorka tańca w Białymstoku. Byłam zachwycona, gdyż w przeszłości nawet o tym nie myślałam. Po czasie dostałam kolejną propozycję z drugiej szkoły tańca. Aktualnie studiuję, jestem instruktorką, lecz także cały czas szkolę się w tańcu. Każdy dzień to dla mnie to nauka. Nie tylko dla ciała ale także dla duszy. Taniec i rozciąganie nauczyły mnie cierpliwości. Każdy człowiek robiąc coś, chciałby mieć natychmiastowe efekty. Jednak tutaj nie ma tak łatwo. Trzeba na to pracować latami, wylewając hektolitry potu. Wiem, że nie ważne jak ktoś wysoko zajdzie - musi pracować nad sobą wciąż i wciąż. Nie można zaprzestawać, poddawać się, lub twierdzić że już potrafi się wszystko. Nie ma człowieka na świecie, który by to umiał. Poprzez zajęcia taneczne uczę się jak postępować z ludźmi, jak ich motywować, pomagać w osiągnięciu celu. Nie zawsze jest to łatwe. Ludzie są różni. Każdy ma inny charakter. Nie ma złotego środka na każdego. Wszyscy się różnimy i to jest ciekawe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz